We wtorek w Starej Drukarni przy Ogrodowej odbyło się kolejne spotkanie „Kultura 2.0 - Czy Jarocin to YouTube i dlaczego nie?", które zorganizowaliśmy we współpracy z Mirkiem Makowskim, grafikiem i fotografem związanym z polską sceną rockową lat 80-tych.
Zaproszonymi do prowadzonej przez Makowskiego dyskusji byli Tomek Lipiński (muzyk m.in. Brygady Kryzys i Tiltu, dziś Tilters), Robert Jarosz (dziennikarz i wydawca, który niedawno opublikował świetnie sprzedającą się płytę z nagraniami SIekiery), Marcin Jacobson (manager i wydawca) oraz Michał Szymański (archiwista niezależnej muzyki czasów PRL-u).
Wieczór rozpoczął koncert retro-punkowego zespołu LD50, który swoją działalność rozpoczął w roku 1980, a w 2004 reaktywował się po blisko 20-letniej przerwie. Było głośno i energetycznie, a 30-minutowy set rozgrzał początkowo zdystansowaną publiczność (choć jak widać z komentarzy na blogu, nie wszyscy przyszli głównie na dyskusję).
Zresztą publiczność była chyba najbardziej w krótkiej historii spotkań przy Chłodnej/Ogrodowej zróżnicowana - jak zwykle jej skład podzielił się pomiędzy „stałych bywalców" i osoby zainteresowane tematem tego akurat wieczoru. Nowość polegała jednak na tym, że zainteresowani byli często rówieśnikami gości, weteranami polskiej sceny punkowej. Tym samym doszło do wymiany zdań między ludźmi o zupełnie różnych doświadczeniach życiowych (Lipiński opowiadał m.in. o niezwykłych z dzisiejszej perspektywy kłopotach z podróżowaniem i jakim wstrząsem był dla niego wyjazd w liceum do Budapesztu), którzy zazwyczaj nie mieliby okazji ze sobą porozmawiać.
Rozmowa rozpoczęła się od pytania o stosunek twórców do internetowej dystrybucji muzyki - Lipiński (który wspólnie z Jaroszem zdecydowanie zdominował dyskusję) określił się jako entuzjasta możliwości, jakie sieć daje niezależnym twórcom, ale równocześnie ostro odciął się od piractwa. Ten wątek powracał kilkakrotnie: goście uciekali od uproszczeń i mieli świadomość, że zmienia się rynek muzyczny, a rozdawanie muzyki w sieci bywa nie tyle konkurencją dla sprzedaży, co też promocją, nie dawali się jednak namówić na zbyt daleko idące deklaracje związane z odejściem od tradycyjnych modeli licencjonowania muzyki.
Lipiński wypowiadał się zdecydowanie za tytułową tezą, że „Jarocin to nie Youtube", opowiadając o dwóch odrębnych światach, w których przyszło mu żyć: świecie dzisiejszym i świecie przeszłym. Zdaniem Lipińskiego, dawniej oddolne kopiowanie było w porządku, gdyż odbywało się w stanie niedoboru muzyki i często było jedynym sposobem dotarcia do twórczości. Dziś, gdy kopiowanie wypiera zakup dostępnej z łatwością legalnej płyty, staje się niedopuszczalne.
Drugą kluczową tego wieczoru kwestią były archiwa - nie ma bowiem wątpliwości, że nagrania z Jarocina, niemal bez wyjątku w dzisiejszych kategoriach „pirackie", stanowią istotny element dziedzictwa kulturowego i jako takie należy je chronić i upubliczniać.
Nieco prowokacyjnie zadaliśmy pytanie o budowę pomnika i muzeum muzyki młodzieżowej w Jarocinie, co wzbudziło ogromne rozbawienie gości, a zakończyło się wypowiedzią Jarosza, który wyliczył szereg inicjatyw mających na celu publiczną prezentację muzyki z lat 80-tych. Przede wszystkim były to jednak akcje z pola sztuki, prezentacje organizowane w ekskluzywnych galeriach sztuki - czy to nie ironia, że próba ponownego włączenia PRL-owskiej muzyki punkowej w obieg kulturowy dokonuje się za pośrednictwem galerii (do tego w dużej mierze zagranicznych)?
Zresztą z perspektywy „młodszego pokolenia" chwilami bardzo widoczne było, że bez względu jak bardzo goście wieczoru nie próbowaliby się dystansować od przeszłości, to mają do niej ogromny sentyment. Chwilami z wypowiedzi przebijała tęsknota za światem, kiedy oferta kulturalna była wąska, wobec czego ludzie byli poniekąd „skazani" na ambitne produkcje.
Szkoda, że nie udało się rozwinąć wątku, który wprowadził do dyskusji obecny na sali Paweł Sito - że w internecie jest dziś ta sama kreatywna energia, którą w czasach PRL-u miał w sobie punk. I że w tym sensie warto drążyć analogie, bo polskie społeczeństwo działało na zasadzie spontanicznie zawiązujących się wspólnot interesów i struktur sieciowych na długo przed nadejściem sieci. Poszukiwanie znajomych, z którymi można wymieniać płyty, było podobne do dzisiejszej produkcji partnerskiej - może tym tropem można szukać ciągłości pewnych procesów kulturowych w naszym kraju?
Większość rozmówców uważało jednak, że YouTube i Jarocin to dwa, nieporównywalne światy. Tym lepiej, że przez dwie godziny miały okazję się zetknąć - miejmy nadzieję, że wpływając choć trochę inspirująco zarówno na pokolenie internetu, jak i Jarocina.
Alek Tarkowski


