Ostatnie przed wakacjami spotkanie z cyklu "Kultura 2.0" miało charakter podsumowujący - nie było filmów ani muzyki na żywo, była za to dyskusja o różnych sposobach pojmowania kultury, o kilku różnych kulturach współistniejących ze sobą, oraz o sposobach ich wspierania i finansowania.
Jednym z punktów wyjścia były dane z raportu Instytutu ARC Rynek i Opinia, z których wynika, że z kulturą w naszym kraju jest kiepsko. Jednak badania te pomijają nowe formy uczestnictwa w kulturze, związane z korzystaniem z mediów cyfrowych.Nasi goście - antropolog Wojciech Burszta, szef PWA Michał Merczyński, Grzesiek Lewandowski z klubokawiarni Chłodna 25 i dziennikarz Bartek Chaciński - spierali się więc o wpływ, jaki na modele funkcjonowania kultury wywarł internet.
Jednym z wątków dyskusji były sposoby myślenia o różnych sferach kultury - inne niż podział na kulturę wysoką i niską. Wojciech Burszta zaproponował rozróżnić „kulturę instytucji" od kultury zapośredniczonej przez technologie. Ta druga to kultura dużo bardziej prywatna - a więc ciężka do zbadania, oparta na prywatnym doborze treści, własnym kanonie i rytmie uczestnictwa. Michał Merczyński mówił z kolei o kulturze instytucjonalnej i niezależnej kulturze projektowej. Bartek Chaciński zaproponował wreszcie podział na kulturę czynną i bierną - instytucje finansujące kulturę opłacają głównie drugą z nich.
Bartek Chaciński - zapytany o dostrzeganie nowej kultury przez media - stwierdził, że „Przekrój" powinien mieć dział „internet" obok działów „muzyka" czy „film". Jednak jego zdaniem zjawiska kulturowe są najciekawsze zanim zostaną zauważone przez tradycyjne media. Chaciński zaproponował mówić o kulturze nowej i starej. Kultura „wysoka" jest przede wszystkim „stara" - dorobiła się odpowiedniego aparatu pojęciowego, stała się opisywalna, a przez to uznana. Tymczasem nowej kultury nie potrafimy właściwie nazwać.
Ciekawy dialog wywiązał się pomiędzy Michałem Merczyńskim, kierującym dużą instytucją państwową, a Grześkiem Lewandowskim, stykającym się z urzędnikami państwowymi na stopniu lokalnym, gdzie pieniądze wydaje się często przypadkowo, a kompetencje decydentów pozostawiają wiele do życzenia. Michał Merczyński dowodził, że zachodzi powolna zmiana myślenia przez urzędników, którzy na przykład coraz częściej chcą finansować kulturę niezależną, projektową. Wskazywał też na możliwość wciągnięcia nowych mediów w obręb kultury instytucjonalnej - przykładem byłoby narodowe archiwum audiowizualne w internecie. Jednak dygitalizacja kultury jest obecnie w Polsce prowadzona metodami chałupniczymi - trzeba je zastąpić „produkcją fabryczną".
W dyskusji pojawił się też wątek braku strategii kultury w Polsce, zastąpionej przez upolitycznioną „politykę kulturalną". Grzegorz Lewandowski opisywał podobny brak strategii na poziomie miasta Warszawy, nazywając kulturę warszawską kulturą transformacji - reagującą stale na przeszłe procesy zmiany (po wojnie, po 89 roku, itd.). Wobec braku strategii zarządzanie kulturą w Polsce, według Bartka Chacińskiego, sprowadza się do rozliczania planów rocznych i wydawania zgodnie z nimi pieniędzy, pomijając kwestię jakości projektów.
Obecny na sali Mirek Makowski mówił o internecie jako sile znoszącej podziały na kulturę wysoką i niską - gdy tymczasem instytucje kultury podtrzymują ten podział. Roman Pawłowski dodał jeszcze jeden podział - na kulturę publiczną i przemysł kulturowy tworzący kulturę masową. Podkreślał znaczenie zdefiniowania misji publicznej w sferze kultury, która spowodowałaby finansowanie ze środków budżetowych wyłącznie kultury publicznej - bowiem kultura komercyjna sfinansuje się sama. Pawłowski zauważył jednak, paradoksalnie, że w Warszawie kultura awangardowa jest tworzona przez prywatne, komercyjne lokale: takie jak klubokawiarnia na Chłodnej czy teatr Krystyny Jandy.
W dyskusji zabrakło mi trochę odwołań do kultury sieciowej w czystej postaci: prywatnej, niezależnej, pozostającej „pod radarem" mediów, instytucji czy badaczy. Mirek Makowski wskazał na tę sferę protestując przeciwko podejściu „socjalistycznemu", które zakłada, że wszelka aktywność kulturowa musi być finansowana. Wydaje się, że ta sfera kultury - przez nas nazywana kulturą 2.0 - rzeczywiście świetnie sobie radzi bez dofinansowań czy uwagi medialnej. Jednak jak zauważył Bartek Chaciński, także kultura sieciowa potrzebuje czasem mecenatu. Kształt tego mecenatu pozostaje kwestią, którą warto poruszyć na przyszłych spotkaniach.
Alek Tarkowski


