Kultura 2.0 Warszawa Stara Drukarnia

Młoda polska animacja jeszcze raz: Dumała, Rybczyński, Wawszczyk
15.03.2008

W zeszły piątek prowadziliśmy z Mirkiem we Wrocławiu remiks spotkania o młodej polskiej animacji - okazją była inauguracja roku polskiej animacji, którego obchody koordynuje PWA. Spotkanie odbyło się w Galerii Entropia, w której również mieści się prowadzona przez Alicję Jodko Dziecięca Wytwórnia Filmowa. Powstają w niej świetnie animacje (szkoda, że nie da się ich znaleźć w sieci - może po DVD z animacją dla dzieci PWA powinno wydać animacje dzieci!).

Miłą niespodziankę sprawił nam Zbigniew Rybczyński, przyłączając się jako trzeci, niezapowiedziany gość spotkania. Miałem w pamięci słowa Pawła Janickiego, który podczas wykładu o sztuce i kodowaniu cytował właśnie Rybczyńskiego: aby robić kreatywne rzeczy z komputerem, trzeba umieć programować. I rzeczywiście, dyskusja dotyczyła przede wszystkim narzędzi i technik animacji, komputera jako narzędzia animatora oraz wad i zalet animacji 3D (w tej technice została wykonana "Drzazga" Wojtka Wawszczyka, którą pokazaliśmy przed dyskusją). Oto moje luźne notatki:

Rybczyński mówił o "przesycie giętkości formy" charakteryzującym animację 3D. Dumała mówił o nadmiernej ekspresyjności metody, która jednocześnie jest iluzjonistyczna - dąży do doskonałego naśladowania rzeczywistości - ale też hiperrealistyczna. Wawszczyk z kolei stwierdził, że po 3-letniej pracy nad kilkunastominutową animacją doszedł do wniosku, że animacja 3D jest metodą zbyt powolną i żmudną. Co było nieco zaskakujące, tak jak i wypowiedzi Rybczyńskiego - który w swojej karierze konsekwentnie eksperymentował z najnowszymi technologiami. A taką w końcu jest dzisiaj animacja 3D.

Rybczyński zresztą wytłumaczył, czego nie lubi w animacji 3D, a właściwie wśród tworzących ją animatorów - braku wspomnianej wcześniej umiejętności tworzenia własnych narzędzi (programistycznych). Sztuka jest bowiem dla niego tworzeniem własnych narzędzi, z pomocą których można przedstawiać wizję przyszłości, jako rzeczywistości lepszej i piękniejszej. Rybczyński twierdził, że istnieje dziś garstka osób potrafiących te narzędzia tworzyć - programistów piszących komercyjne programy lub pracujących w (maleńkich) działach efektów specjalnych i post-produkcji wielkich wytwórni.

Dzień później, w trakcie gali inaugurującej rok animacji, pokazano nagranie Rybczyńskiego, w którym chwalił animację jako formę kina, która pozwala na eksperymenty niemożliwe w kinie fabularnym. To tłumaczy inną ciekawą tezę Rybczyńskiego: skupiona od początku na "fabrykacji światów niemożliwych" kinematografia jest w coraz większym stopniu animowana (łącznie z wielką fabułą).

Zanotowałem też sobie stwierdzenie Rybczyńskiego, że praca z programem oznacza kontakt z "mózgiem i wyobraźnią jego twórcy". Z tej perspektywy zdolność samodzielnego programowania rzeczywiście jest istotna. W innym wypadku artysta nie myśli i nie czuje samodzielnie?

O narzędziach animacji ciekawie mówił też Piotr Dumała. Warto pamiętać, że wykorzystywał on w swojej twórczości żmudne techniki analogowe - nad "Zbrodnią i karą" pracował trzy i pół roku, tworząc w tym czasie niemal 50 000 obrazów wyciętych w płycie gipsowej.

Dumała opowiadał o tym, jak eksperymentuje dobierając narzędzia, kierowany wyobrażeniami porządanego efektu - do czasu, aż "technologia wyjdzie mu na spotkanie". Potem, w trakcie pracy z nim, narzędzie "wyciera się", "zostaje w tyle za artystą" - dla Dumały jego dawne filmy pochodzą z "innych czasów", stworzone przez "innego mnie".

Mówił też o zachwycie technologią, który rodzi nowe formy kultury. Co ciekawe, niekoniecznie są to technologie hi-tech - ważne jedynie, by w pełni odpowiadały potrzebom twórcy. Inaczej dochodzi jedynie do "martwego powtarzania" - za które Rybczyński krytykuje leniwych studentów, nie interesujących się dogłębnie stosowaną techniką.

Przyznam, że temat narzędzi służących tworzeniu wydaje mi się bardzo ciekawy, może bardziej od rozmów o formach z ich pomocą tworzonych. Rozmowa wybitnych twórców, pokazująca falujący proces fascynacji i znudzenia narzędziem, jak również konieczność szukania własnych narzędzi (niekoniecznie tych najbardziej błyszczących się pikselami) - była całkiem inspirująca. Pozostaje jedynie pozazdrościć ludziom, którzy tak twórczo mogą podchodzić do wykorzystywanych narzędzi. Mam poczucie, że dla przeciętnego knowledge workera (jak to tłumaczyć, nie wiem, Lipszyc pisał ostatnio o infotariacie...) wybór narzędzia - jeden CMS lub drugi, notatnik czy Word? - nie jest aż tak inspirujący.

Alek Tarkowski

Fot. Joanna Nowacka i Katarzyna Głogowska